Serwis InteractiveWorld.pl

Oficjalny serwis o programach interaktywnych w Polsce!

Home » Anna Lerczak » „Chciałabym, żeby ktoś się uśmiechnął”. Wywiad z Anną Lerczak

Królowa polskiego Call TV i jedna z najbardziej lubianych prezenterek. Od 12 lat zaraża pozytywną energią i uśmiechem. Poprowadziła w tym czasie setki, jeżeli nie tysiące programów. Gospodyni m.in. „Nocnych Igraszek”, „Wykręć Numer”, „Kasa Gra”, „Dziewczyn z Fortuną” i „Zagadkowej Wyspy”. W 15-lecie teleturniejów interaktywnych w Polsce udało nam się z Nią porozmawiać!


podpis

„Dziewczyny z Fortuną”, Telemedia InteracTV, TV4, 2010


Od kilkunastu lat prowadzi Pani programy Call TV. Za co lubi Pani tę pracę?

Nikt do końca nie mówi mi, co mam robić. Bardzo przyjemne jest to, że mówię do kogoś i poza tym co trzeba przekazać, czyli na przykład coś na temat gry, to staram się jeszcze w miarę możliwości powiedzieć to, co uważam, że akurat może komuś sprawić jakąś radość.

Jak znalazła się Pani w Telemedia Interac TV?

Mój chłopak dostał tam pracę. Pojechałam do Węgier razem z nim. Pomyślałam, że sobie tam po prostu posiedzę i nic nie będę robić, a oni szukali prezenterek i kiedy mnie zobaczyli, to powiedzieli, żebym zgłosiła się na casting i ten casting wygrałam, także znalazłam się tam troszeczkę przez przypadek.

Pamięta Pani swój pierwszy program? Towarzyszyły Pani jakieś szczególne emocje?

Oczywiście, że pamiętam. Myślałam, że umrę ze strachu. Byłam cała w czerwonych plamach. Miałam wtedy program w nocy. Nazywał się „Nocne Igraszki”. Było na szczęście późno w nocy, więc mam nadzieję, że nikt tego nie widział (śmiech). Rzeczywiście, pierwszy program był nerwowy, bardzo nerwowy, ale jak już dużo się nagadałam, to później było lepiej.

Wspomina Pani najlepiej któreś lata z okresu w TITV?

Wszystkie wspominam bardzo dobrze. Tam wszystko było naprawdę super.

Brakuje Pani tamtej firmy, klimatu, Budapesztu?

Było inaczej, ale tu też jest fajnie. Bardziej brakuje mi chyba właśnie samego Budapesztu, mieszkania w innym miejscu. Dobrze się tam żyło, spokojnie, wesoło.

Czasami inne prezenterki mówią, że oprócz programów, to była głównie dobra zabawa, wycieczki, imprezy. Prawda?

Tak. Inaczej jest, kiedy mieszka się za granicą, bo nie ma tego wszystkiego co we własnym kraju. Chociażby trudno było mi się spotkać z Panem, bo codziennie mam albo lekarza swojego, albo córki, albo gdzieś muszę jechać i coś załatwić, a tam byliśmy młodsi, wolni i bez żadnych obowiązków. Generalnie to był bardzo przyjemny moment życia.

Zawiązały się znajomości, przyjaźnie, które przetrwały do dzisiaj?

Jasne, że tak. Wyjechaliśmy stamtąd do pracy tutaj, razem z reżyserami i innymi prezenterkami. Od czasu do czasu się kontaktujemy, chociaż z niewieloma dziewczynami, na przykład z Ewą Tułacz, ale teraz mamy też nowe koleżanki.


 

„Chciałabym, żeby ktoś się uśmiechnął i pomyślał, że to jakaś szalona dziewczyna czy wariatka.”


Może Pani zdradzić co zadecydowało o końcu działalności TITV w Polsce?

Szef miał nowe pomysły. Więcej uwagi zaczął poświęcać programom z wróżkami. Mieli różnych czarodziejów i inne niesamowite rzeczy. Bardzo skoncentrował się na tym i Call TV zaczęło podupadać. Tak więc, żeby jeszcze coś porobić, przenieśliśmy się do Polski.

Kilka lat temu znów zawitali do naszego kraju z Bianką Gibaszewską, która nie wróciła z Wami w 2010 roku do Polski.

Tak, Bianka tam została i pracowała w TITV.

Kiedy powstał pomysł o tworzeniu własnych programów?

Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie. Ktoś coś wymyślił i powstał pomysł, że trzeba iść dalej, bo tam już nie ma po co siedzieć.

Co lubiła Pani w węgierskich produkcjach? Wiemy, że są różnice, na przykład praca kamer, muzyka, studia. Nie mają dla Pani znaczenia takie elementy, czy wolała Pani programy, w których więcej się działo?

Trochę zmieniły się czasy. Teraz są inne technologie. W Budapeszcie nie było jeszcze na przykład kamer, którymi mogłaby operować osoba z reżyserki. Tam byli operatorzy i pracowało przy tym więcej ludzi. Może to w jakimś stopniu było fajne, bo ja chociaż widziałam więcej osób, a tu kiedy stoję sama z kamerą, to momentami jest pusto, ale generalnie jest to kwestia tego, że zmieniła się technologia. Tam, można powiedzieć, że wszystko było starszej generacji. Natomiast dla mnie to jest to samo, bo tak naprawdę najważniejsze jest to, że gdzieś ktoś siedzi i tak jak wspomniałam, poza tym, że muszę powiedzieć, to co muszę, na przykład opowiedzieć o zagadkach, to jeszcze przemycam swoje różne myśli. Chciałabym, żeby ktoś w tym momencie się uśmiechnął i pomyślał, że to jakaś szalona dziewczyna czy wariatka, która powiedziała coś wesołego, co w danym dniu sprawiło komuś radość.

W noc sylwestrową z 2009 na 2010 rok poprowadziła Pani specjalne wydanie „Dziewczyn Fortuny” w duecie z Ewą Tułacz. Wcześniej też bywały takie programy. Chciałaby Pani, aby odbywały się częściej?

Oczywiście, że tak. Coś się działo, to było bardzo fajne, ale nie wiem czy ciekawe dla wszystkich. Ostatnio odeszliśmy od tego, ale może rzeczywiście coś takiego byśmy zrobili.

Prawie 4 lata temu zakończyła się emisja programów Green Hat Studios w popularnych stacjach. W „Dziewczynach z Fortuną” w Pani pożegnaniu było widać smutek. Poczuła Pani, że kończy się pewien etap?

Myślałam, że to już jest koniec. To było dla mnie zakończenie czegoś co sprawiało mi dużą przyjemność, a raczej nie umiem dobrze szukać sobie innej pracy w mediach. Nie umiem chodzić na castingi, ani nie wiem jak się do tego zabrać. W związku z tym, koniec w TV4 to był na pewno przykry moment.

Ale wygrała Pani casting do TITV.

Tak, ale w tamtym kierunku jakoś popchnął mnie los. Ktoś powiedział „idź, ty będziesz dobra, zrób to”, natomiast od tamtego czasu nigdy nie chodziłam na castingi, bo to jest dla mnie krępujące i trochę straszne. Koleżanki potrafią i częściej chodzą. Może teraz inaczej bym na to spojrzała, ale z kolei nie miałam do tej pory takiej konieczności.

I później padł pomysł o wejściu na Polonię1, a następnie na Tele5?

Tak, zaczęliśmy szukać jakiejś możliwości.


podpis

„Zagadkowa Wyspa”, Green Hat Studios, Tele5, 2015


Które zagadki „gra” Pani najchętniej? Widzowie bardzo lubią Panią przy zagadkach z tablicą i szukaniem słowa ukrytego w kopercie.

Te oczywiście najbardziej lubię. To są takie żywe zagadki, gdzie dużo się dzieje i na antenę dostaje się dużo graczy. Reżyser Marcinek jest w tym najlepszy. Zawsze znajduje ciekawe pomysły.

Planowane są jakieś nowości dotyczące programów?

Nie mamy na razie żadnych planów. Teraz też nie mamy widzów, bo wszyscy wyjeżdżają na wakacje, także mamy nadzieję, że ktoś w ogóle zechce czasem do nas zajrzeć. Zobaczymy, życie przynosi różne rzeczy. Często tak naprawdę wynika coś z miesiąca na miesiąc.

Utkwiły Pani w pamięci różne zabawne sytuacje, wpadki? W ciągu tylu lat było ich na oczywiście bardzo dużo, ale zapamiętała Pani któreś szczególnie?

Na pewno widział Pan w internecie (śmiech). To jest większość naszych zabawnych sytuacji. Pamiętam jak byłam przebrana za pokojówkę. Wydawało mi się, że byłam taka ładna, coś poważnie mówiłam, szłam i zahaczyłam obcasem o dywan, potknęłam się i runęłam na jakąś kanapę. Przysiadłam na niej i tak się śmiałam, że musieliśmy przerwać. Innym razem znowu popłakałam się ze śmiechu, rozpłynął mi się cały makijaż i musieli go poprawiać. Najgorsze jest to, żeby pohamować śmiech, bo on się tak nawarstwia, że potem trudno go przerwać. Było naprawdę mnóstwo wesołych sytuacji. Najzabawniejsze są takie, kiedy ja zrobię jakiś błąd, niż kiedy ktoś zadzwoni i wyskoczy z niezbyt rozsądnym tekstem. Lubię śmiać się sama z siebie, więc na ogół komiczne jest to, gdy mi się coś przytrafia w trakcie programu, a nie jak ktoś na przykład poda złą odpowiedź.

No właśnie, w każdym programie bije od Pani energia i humor. Fani za to Panią uwielbiają.

W takim razie bardzo cieszę. Mam nadzieję, bo to dużo kosztuje. Przez resztę dnia mam już trochę mniej energii, także liczę na to, że sprawia to komuś przyjemność.

Jak spędza Pani wolny czas?

Nie mam go dużo. Chodzę na siłownię, ćwiczę jogę. Przez jakiś czas byłam bardzo zapalona krav magą, którą trenuję. Poza tym mam córeczkę i z nią i mężem spędzam dużo czasu, więc do przedszkola, z przedszkola, na spacer… Teraz kiedy mamy dwugodzinne programy, czas mija bardzo szybko i zostaje pół dnia.

Czym zajmowała się Pani zanim zaczęła pojawiać się przed kamerą?

Pracowałam w biurze podróży. Organizowałam wyjazdy dla dużych firm i byłam pilotem wycieczek zagranicznych. Było fajnie, jak w Call TV, ale więcej ludzi.

Dziękuję bardzo za rozmowę i poświęcony czas.

Ja również bardzo dziękuję.


Rozmawiał redaktor serwisu Paweł (Paweu).

Comments are closed.

  • Facebook
  • Youtube